Followers

Sunday, March 30, 2008

Naomi Klein on the privatization of the state. Balcerowicza w Polsce.

Naomi Klein on the privatization of the state. Balcerowicza w Polsce.

Polacy musimy zrobic masowy marsz manifestacje dla Polski 23 kwietnia 2008

Polacy musimy zrobic masowy marsz manifestacje dla Polski 23 kwietnia 2008
Kierujmy się myślą, ale i sercem zgodnie z wierszem Zygmunta Krasińskiego:



"Wytrwaj, o wytrwaj w tym strasznym pochodzie
Śród dziejów świata, mój Polski Narodzie!
Bądź męstwem wielki, cierpliwością święty,
Bądź przed wrogami wolą nieugięty,
Niechaj Ci z serca nie wydrze Ojczyzny
Żaden gwałt ziemski, ni ziemska pokusa
- Nie wierz w podrzuty Pychy ni Wścieklizny
- wierz tylko w słowo i w przykład Chrystusa"

Marek Grechuta - Ojczyzna






















Polacy musimy zrobic masowy marsz manifestacje dla Polski 23 kwietnia 2007
pomnikiem Witosa na Placu Trzech Krzyży.12:00

Czas: 23 kwietnia, godzina 12:00. Miejsce: Warszawa, pomnik Witosa na placu Trzech Krzyży. Cel: "zaprotestować przeciwko ignorowaniu woli Narodu

Do udziału w manifestacji przeciwko "działaniom rządu, dyskryminacji i rozbijaniu rodziny" 23 kwietnia w Warszawie zaczęto zachęcać na antenie Radia Maryja.

- Jesteśmy świadkami jakiejś dziwnej polityki dyskryminacji, dzielenia na lepszych i gorszych (...) W związku z tym podjęliśmy decyzję, że spotykamy się wszyscy w środę, 23 kwietnia, o godzinie 12 przed pomnikiem Witosa na Placu Trzech Krzyży w Warszawie - powiedział w radiu przedstawiciel organizatorów Zbigniew Sulatycki.

Wyjaśnił, że termin manifestacji wybrano ze względu na planowane posiedzenie Sejmu. Uczestnicy demonstracji z Placu Trzech Krzyży mają przejść pod Sejm, gdzie wręczą petycję, a następnie skierują się pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.


- Organizujemy olbrzymią manifestację. Musimy zaprotestować i to jednoznacznie przeciw wszystkiemu temu, co się źle dzieje dzisiaj w naszej ojczyźnie - mówił.

Sulatucki zwrócił się też na antenie do o. Tadeusza Rydzyka, aby umożliwił ogłaszanie w radiu informacji o organizowanych wyjazdach na manifestację.

- Tylko jak to zrobić technicznie, żeby nikt nie zarzucił, że my tu organizujemy? Możemy się tak umówić, że jak ktoś zatelefonuje, to mikrofon jest otwarty - odpowiedział o. Rydzyk.

Dyrektor podkreślił, że przedstawiciele władzy dopuszczają się dyskryminacji i rozbudzania nienawiści. "Widzę z tych posunięć rządowych, z tych projektów odnośnie KRRiT, koncesji, przyznawania częstotliwości, przeróżnych spraw, widać jasno, że chodzi o uderzenie w Radio Maryja" - mówił dyrektor rozgłośni.

Dodał, że w kampanii, która toczy się przeciwko Radiu Maryja od początku jego powstania, zawsze widział ratunek w Bogu i narodzie.

W skład komitetu organizacyjnego manifestacji wchodzą posłanki Anna Sobecka i Gabriela Masłowska, eurodeputowana Urszula Krupa, senator Ryszard Bender, prof. Rafał Broda i Zbigniew Sulatycki, działacz Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego.

Czas: 23 kwietnia, godzina 12:00. Miejsce: Warszawa, pomnik Witosa na placu Trzech Krzyży. Cel: "zaprotestować przeciwko ignorowaniu woli Narodu" i sprzeciwić się dyskryminacji katolików związanych z Radiem Maryja, co przejawia się poprzez:



odebranie Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej 15 mln euro dotacji z Unii Europejskiej
zapowiedzi zerwania umowy między Lux Veritas a NFOŚ, na mocy której fundacja o. Rydzyka otrzymałaby 27 milionów na geotermalne odwierty
brak zgody rządu na referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego
Czyli chodzi o kasę i wpływy dla ojca Dyrektora, bo nie oszukujmy się, trzeci z "postulatów" jest tu raczej na dostawkę. Zwłaszcza, że wielki marsz zwolenników Radia Maryja był w przeciągu ostatnich miesięcy zapowiadany wielokrotnie. I za każdym razem w kontekście negatywnych decyzji rządzących w sprawach dotacji dla imperium Rydzyka.

Choć niewątpliwie afera wokół ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przyczyniła się do skutecznego podgrzania atmosfery wokół radia, a co za tym idzie mobilizacji radiomaryjnego elektoratu. Skoro ma powstać nowy, społeczny ruch (lub partia polityczna) pod cichym patronatem Ojca Dyrektora, to czas najwyższy pokazać się światu. A rozmodlony pochód przez Warszawę to pomysł świetny propagandowo.

Oby tylko frekwencja dopisała, bo zeszłoroczny "Marsz w obronie życia" wypadł słabo. Choć media Rydzyka doliczyły się 20 tysięcy uczestników, z szacunków policji wynika, że było ich cztery razy mniej.

W tym roku wspólny wróg jest silniejszy niż kiedykolwiek i stanowi bezpośrednie zagrożenie więc, teoretycznie, "moherowy marsz" na stolicę powinien zmobilizować rekordową liczbę uczestników.

Radio Maryja już emituje apele o udział w demonstracji (pełen tekst odezwy przeczytasz tu):

Musimy się zmobilizować i pokazać swój stanowczy sprzeciw. Musimy ukazać, że za tymi wszystkimi bezskutecznymi i lekceważonymi przez władze interwencjami stoją żywi ludzie, gotowi do wyrażenia swego gniewu i irytacji - obywatele, którzy nie zgadzają się na rządy hamujące normalny rozwój Polski.

Ateiści, libertyni, liberałowie, masoni i postkomuniści zdominowali Europę i Polskę. Systematycznie niszczą niepotrzebny im Kościół Rzymsko - Katolicki. Każdy prawdziwy, rzetelny katolik świadomy swego miejsca wobec Boga, wobec drugiego człowieka, wobec swojej Ojczyzny i wobec swego środowiska - to ich wróg. Planowo niszczą więzy rodzinne i poczucie patriotyzmu. Dużą część naszego społeczeństwa zepchnęli na margines życia, pozbawiając pracy, domów, mieszkań, możliwości kształcenia i korzystania z dóbr kultury. Trwa planowa produkcja bezrobotnych i bezdomnych niewolników ekonomicznych bez środków do życia. Miliony dzieci, kobiet i mężczyzn, emerytów, rencistów - żyje w skrajnej nędzy, poniżej minimum biologicznego. Pozostali - w obawie przed losem tych nieszczęśników -w rytm niewolniczej pracy, od rana do nocy - gonią za pieniądzem.

Jednocześnie świadomie i celowo propagują narkomanię, alkoholizm, rozpustę, aborcję, pogardę dla wartości narodowych i chrześcijańskich, dla europejskich norm kultury opartej na klasycznych wzorcach greckich, rzymskich, chrześcijańskich, wreszcie - zbrodniczo propagują masową eutanazję.



Quo vadis? Dokąd idziesz świecie współczesny, świecie bez Boga, bez Kościoła, bez religii, bez Ojczyzny, bez honoru, bez norm moralnych. Świecie ateistów i masonów! Dokąd idziesz świecie z kultem siły, przemocy i pieniądza?

Jako Polak, Kapelan Honorowy Jana Pawła II i Kapelan "Solidarności" pytam: czy tak być musi? Czy o to walczyliśmy w 1980r. i 1989r.? Czy o to walczyliśmy również w latach 1956, 1970, 1976? Czy po to ginęły od kul tysiące patriotów polskich na rozkazy moskiewskich zbrodniarzy komunistycznych wykonywane rękami ich polskich służalców spod znaku PZPR, UB, SB?



Czy od 1989 r. samozwańcza elita polityczna sprawuje władzę naprawdę w imieniu i na rzecz Polaków?



Co zrobili dla Polski ci, którzy zastąpili po 1989 r. komunistów z PZPR? Nowe elity polityczne podzieliły się po połowie z komunistami majątkiem wypracowanym przez wieki przez Naród Polski. Dzisiaj gospodarka, aparat państwowy, prasa, radio i telewizja są w rękach byłych komunistów z PZPR, którzy przechrzcili się na SLD Millera i Oleksego, Socjaldemokrację byłego Marszałka Sejmu - Borowskiego, Unię Pracy wicepremier Jarugi-Nowackiej, a w drugiej połowie są w rękach byłej tzw. opozycji okrągłostołowej. Opozycji reglamentowanej i limitowanej, która paktowała z komunistami, jak podzielić Ojczyznę między siebie kosztem 10 milionów uczciwych członków "Solidarności" i ich rodzin, kosztem całego Narodu.

Po 15 latach rzucania Was na kolana i wtrącania do śmietnika historii nie powinniście już więcej głosować na tych samych ludzi, którzy najpierw tworzyli KOR, czyli Komitet Obrony Robotników (a z "obroną robotników" mieli tyle wspólnego, ile tańcząca baletnica ma wspólnego z pracującym górnikiem lub hutnikiem), a następnie przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi zmieniali nazwę swej partii - na Unię Demokratyczną, Kongres Liberalno - Demokratyczny, Unię Wolności, Partię Konserwatywno - Ludową, wreszcie…Platformę Obywatelską - Tuska i Rokity. To ta sama stugłowa hydra, wciąż odradzająca się pod nową nazwą. To ta głowa z twarzą Balcerowicza i Hanny Gronkiewicz-Waltz, którzy zaprzedali nasze rodzime banki obcym monopolom, tak bardzo dyktującym dzisiaj warunki ekonomiczne naszym przedsiębiorcom, a właściwie to stwarzającym im taką sytuację, by rzekomo oferowany przez nich kredyt był dla naszego rodzimego przedsiębiorcy w ogóle niedostępny. Te wszystkie partie, to jeden i wciąż ten sam mutant polityczny, sterowany przez Adama Michnika, który po 1989 r. zhańbił się deklarowaną publicznie przyjaźnią z Jerzym Urbanem i Wojciechem Jaruzelskim, który w Australii powiedział, że Polakami to się łatwo rządzi, bo Polacy to stado baranów, a sam wstydzi się nawet przyznać do swoich judaistycznych korzeni i do swego prawdziwego nazwiska! Ukrywa się więc pod nazwiskiem: Michnik!

Wzywam Was dla dobra Naszej Ojczyzny, wzywam Was dla Waszego Dobra, dla Dobra Waszych Dzieci i Wnuków.

Oni wszyscy, to liberałowie - zwolennicy wielkiego kapitału. Dla nich zwykły uczciwy człowiek i jego rodzina - nic nie znaczą. Im szybciej ludzie znajdą się na śmietniku, tym szybciej dotychczasowe, samozwańcze "elity polityczne" będą miały tę kwestię rozwiązaną. Jeżeli będziecie głosować na Platformę Obywatelską Tuska i Rokity, albo na Partię Demokratyczną - Frasyniuka, Mazowieckiego, Belki, Hausnera - to pogłębicie swoją nędzę, a Wasze dzieci nie będą miały co jeść i w co się ubrać, nie będą mogły się uczyć, ani nie dostaną pracy. W najlepszym przypadku czeka je emigracja zarobkowa i łapanie pracy daleko od kraju - pracy jakiejkolwiek i za każde pieniądze. I gdzie tu praca zgodnie z wykształceniem, gdzie satysfakcja z pracy i życia, gdzie tu godność człowieka i poszanowanie Jego najświętszych wartości


Popatrzcie: przed wojną Naród Polski sam zbudował Port Gdynia, Centralny Okręg Przemysłowy. Dziś codziennie mówi się tylko o pieniądzach, które ma nam dać Unia. A gdzie jest nasz budżet, jeśli tylko mamy być na garnuszku Unii? Gdzie są nasze podatki, jedne z wyższych na świecie? Gdzie są pieniądze za sprzedane zakłady i to te najlepiej prosperujące? I jeszcze jedno: Narodowi Polskiemu potrzebny jest rzetelna wiedza o stanie Państwa Polskiego, o stopniu wyprzedaży majątku narodowego. Naród Polski musi znać pełną prawdę, - jeśli nie może pracować dla siebie, na konto swojej Umiłowanej Ojczyzny, to przynajmniej musi wiedzieć: u kogo i dla kogo pracuje? Kto za tę jego pracę ma Mu rzetelnie zapłacić, żeby ten Naród, tak wielokrotnie doświadczany w historii, który tyle razy przeszkadzał swoim sąsiadom samym faktem istnienia, tym, że jest i chce być samodzielny, że chce być Panem we własnym kraju - żeby ten Naród mógł godnie żyć, bo jest to przecież Jego najświętsze prawo


Cierpliwość milionów oszukanych Polaków skończyła się. Czas podnieść się z kolan. Nadszedł czas rozliczeń tych wszystkich, którzy ograbili cały Naród z dorobku wielu pokoleń, czas rozliczeń dotychczasowych władców Polski i Czas Sprawiedliwości

Wtłaczają do głów uczciwym Polakom fałszywe przekonania, że tak naprawdę to Polacy nie mają wyboru i muszą glosować albo na czerwonych komunistów, albo na różowych postkomunistów

Rodacy!

Przypomnę wezwanie 3-krotnego premiera Wincentego Witosa: "Kiedy nie było Polski - dążyć do Niej, gdy przyszła - pracować dla Niej, a gdyby była w potrzebie - bronić Jej". A Polska jest dziś, jak może nigdy przedtem swych dziejach, w wielkiej potrzebie. Brońmy Jej i nie poddawajmy się.


Wielki patriotyzm tchnie ze słów Jana Pawła II: "Nie oderwiemy się od (…) przeszłości! Ona jest treścią naszej tożsamości także i dzisiaj!" oraz Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego: "Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi… to naród renegatów!".
Nadszedł czas przełomu, czas pokuty i powszechnej pogardy tych wszystkich, którzy wykorzystując braterski zryw Polaków w latach 80tych po ich trupach, trupach ofiar komunizmu, UB i SB - paktując z diabłem, czyli z długoletnimi służalcami Moskwy, z PZPR i agentami KGB i SB, osiągnęli w Polsce najwyższą władzę i ogromne majątki kosztem oszukanego Narodu Polskiego.



Afera goni aferę. Komisje śledcze rosną w Sejmie jak grzyby po deszczu. Afera Rywina, afera Orlenu, PZU i największa z afer, FOZZ, która może nigdy nie zostanie w pełni wyjaśniona. Miliardy złotych, miliardy dolarów i euro płyną szerokimi strumieniami do lepkich łap aferzystów.

Drodzy Rodacy!

Aby każdy z nas uniknął hańby i mógł powiedzieć, że zachował godność ludzką i jest Polakiem, Patriotą musimy postępować zgodnie z zaleceniem Jana Pawła II: "potrzebna jest solidarność w tym, co dobre, ale konieczny jest sprzeciw wobec zła… nie można być równocześnie solidarnym z ofiarą przestępstwa i z przestępcą, człowiekiem okradanym i złodziejem".





Kierujmy się myślą, ale i sercem zgodnie z wierszem Zygmunta Krasińskiego:



"Wytrwaj, o wytrwaj w tym strasznym pochodzie

Śród dziejów świata, mój Polski Narodzie!

Bądź męstwem wielki, cierpliwością święty,

Bądź przed wrogami wolą nieugięty,

Niechaj Ci z serca nie wydrze Ojczyzny

Żaden gwałt ziemski, ni ziemska pokusa

- Nie wierz w podrzuty Pychy ni Wścieklizny

- wierz tylko w słowo i w przykład Chrystusa"

Pamiętajmy też o pieśni patriotycznej:


"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród

Tak nam dopomóż Bóg".

Kończę słowami marszałka Józefa Piłsudskiego:

"całe życie walczyłem o znaczenie, co się zwie imponderabilia jak: Honor, Cnota, Męstwo"


prosząc o rozpowszechnienie tej odezwy w całej Polsce



Ks. Prałat Henryk Jankowski

Gdańsk, maj A.D. 2005

Skok na 300 Miliardow Sluzby Zdrowia dorobek wielu pokolen Polakow Pos. Antoni Macierewicz

Skok na 300 Miliardow Sluzby Zdrowia dorobek wielu pokolen Polakow Pos. Antoni Macierewicz

Skok na 300 Miliardow dorobek wielu pokolen Polakow Pos। Antoni Macierewicz.


"Głos z Polski"
pos. Antoni Macierewicz (2008-03-27)
Watch The Trailer for Michael Moore's 'SiCKO'

SiCKO- What Hospital Bills?

CIGNA Faces 'Legal Nightmare' Over Death by Denial

Will Michael Moore Movie *Sicko* Push US to Fix Health Care?

Regina Herzlinger, Author, "Who Killed Health Care"

Cud Terapii Gersona 01

Cud Terapii Gersona 02

Cud Terapii Gersona 03

Cud Terapii Gersona 04

Cud Terapii Gersona 05

Likwidacja laboratorium? niepokój o pracę i służbę zdrowia


Felieton
słuchajzapisz

Debata Tusk Kwaśniewski - prywatyzacja szpitali

Spot , przez ktory pis bedzie miec klopoty w sądzie

Rząd PO realizuje SLD-owski projekt prywatyzacji szpitali premiera Belki i prezydenta Kwaśniewskiego, lansowany już w latach 90. przez UW. Pieczę nad reformą objął Michał Boni, szef doradców premiera Tuska. W 2003 r. Boni, jako szef ekspertów wicepremiera Hausnera w rządzie SLD, opracował program przekształcenia szpitali w spółki handlowe. Tak jak planuje PO. Po ogłoszeniu upadłości miał przejmować je prywatny biznes. Boni od 1994 r. do chwili objęcia funkcji w rządzie był doradcą w prywatnym funduszu Enterprise Investors, który od lat inwestuje w polski rynek usług medycznych. – Właśnie pan Michał Boni w związku z nominacją rządową przestał pełnić u nas funkcję doradcy. Ale o szczegóły proszę pytać samego zainteresowanego – dowiedzieliśmy się w Enterprise Investors. Czy premier Donald Tusk wiedział o roli, jaką Michał Boni pełnił w funduszu zainteresowanym polskim rynkiem usług medycznych, gdy rozważał jego kandydaturę na szefa doradców m.in. w sektorze ochrony zdrowia? Jeśli wiedział, co kierowało szefem rządu, że powierzył Boniemu rolę „opiekuna” nad reformą systemu ochrony zdrowia?Tajemnicza grupa trojga

„Plan Sawickiej”, od którego tak zawzięcie odżegnywali i odżegnują się nadal czołowi politycy PO, jest więc przez partię Donalda Tuska realizowany tak, jak przedstawiała to ówczesna posłanka Platformy. Beata Sawicka jeszcze przed wyborami parlamentarnymi znała precyzyjnie rozwój wydarzeń w sektorze służby zdrowia, gdy władzę zdobędzie PO. Na ile prognozy Sawickiej, także dotyczące innych dziedzin, mogły być trafne, być może łatwiej ocenić mógłby szef MSWiA Grzegorz Schetyna, z którym Sawicka przez prawie rok, od początku listopada 2006 r., miała w Legnicy wspólne biuro. Na taśmach CBA z podsłuchów Sawickiej roztacza ona przed „biznesmenami” (agentami CBA) wizję przyszłego układu korupcyjnego na ogromną skalę, działającego w całej Polsce. Powołuje się na układ z innymi posłami, cyt.: „Natomiast y... ja mam grupę ludzi, to nie jest duża grupa ludzi, bo nas jest troje”; „Którzy mają, tworzą, wiadomo, prawo i tak dalej, ale przede wszystkim mają ogromną wiedzę na temat tego, co będzie w przyszłości, czyli prywatyzacja jednostek organizacyjnych służby zdrowia”; „Będzie racjonalizacja sieci szpitali, będą samorządy zbywały majątki trwałe, czyli będą i sprzedawać, i przekształcać szpitale w spółki prawa handlowego”; „No wiadomo, że będzie medycyna prywatna, będą szpitale prywatne. Od czego się będzie zaczynało? Od tego, że trzeba będzie stanąć do przetargu i kupić szpital”; „Natomiast, jeżeli będzie y... na przykład, ze szpitala czy przychodni tworzona spółka prawa handlowego, to przejmujesz i budynek, i strukturę, i ludzi”. Czy obecna sytuacja w służbie zdrowia, dotycząca m.in. płac, nie jest więc w kontekście tej wizji w pewnej mierze wykreowana, bo bankrutujące placówki łatwiej i szybciej można sprywatyzować i przeprowadzić plan zapowiadany przez Sawicką? Być może to przypadek. Szef MSWiA Grzegorz Schetyna 11 stycznia polecił wojewodom, by sprawdzili, czy w szpitalach na ich terenie nie dochodzi do nieprawidłowości przy gospodarowaniu finansami – konkretnie, czy dyrektorzy mają pieniądze na podwyżki, które dają lekarzom, i czy nie spowoduje to, że w przyszłości zabraknie pieniędzy na świadczenia zdrowotne. Koronnym punktem reformy systemu ochrony zdrowia minister Ewy Kopacz ma być ustawa o ZOZ, która w założeniu będzie antidotum na zadłużenie szpitali. Będą one mogły przekształcać się w spółki prawa handlowego, dzięki czemu można będzie ogłaszać ich upadłość. A upadłe jednostki będzie mógł przejmować prywatny biznes. Jednocześnie rząd PO zapowiada, że długi szpitali (wynoszą dziś od 4 do 6 miliardów złotych i rosną) będą sprzedawane inwestorom w formie 20-letnich obligacji, emitowanych przez organy założycielskie ZOZ, gwarantowanych przez skarb państwa. Wiele placówek, jak przekonuje szef klubu PO Zbigniew Chlebowski, jest tak zadłużonych, że nawet jeśli chciałyby przekształcić się w spółkę prawa handlowego, nie zdołają tego zrobić. Od razu musiałyby ogłosić upadłość. Tak czy inaczej, albo poprzez kupno upadłego szpitala, albo poprzez kupno obligacji zadłużeniowych, inwestor stanie się właścicielem placówki zbudowanej i wyposażonej za nasze podatki. Dlaczego prywatni inwestorzy, którzy chcą robić interesy na polskim rynku ochrony zdrowia, zamiast budować nowe szpitale chcą przede wszystkim przejąć nasz majątek państwowy?

„Niezależni” eksperci

W lipcu 2003 r. schemat restrukturyzacji systemu opieki zdrowotnej zaproponowali rządowi SLD tzw. niezależni eksperci. Opracowali „Analizę sytuacji i program systemowych zmian w sektorze opieki zdrowotnej w Polsce”. W rzeczywistości nie byli oni niezależni. Szefem trzyosobowego zespołu ekspertów był Michał Boni, od 1994 r. doradca ds. zasobów ludzkich w amerykańskiej grupie kapitałowej Enterprise Investors. Boni reprezentował też publicznie EI podczas seminariów i konferencji, także międzynarodowych. Jako przedstawiciel EI zasiadał też w radzie nadzorczej spółki Elektrobudowa SA. Drugi ekspert to Adam Kruszewski, od 2000 r. dyrektor inwestycyjny w EI, zajmujący się w funduszu sektorem opieki zdrowotnej, poprzednio dyrektor medyczny Medicover Sp. z o.o. W latach 1998–2000 Kruszewski był doradcą ministra finansów Leszka Balcerowicza. Trzeci ekspert – Marek Gorajek, był zastępcą dyrektora Biura Ubezpieczeń Zdrowotnych PZU Życie SA, z którym współpracowała od 2002 r. spółka Medycyna Rodzinna, należąca do EI. Wcześniej Gorajek był dyrektorem regionalnym w Medicover Sp. z o.o. Enterprise Investors jest już mocno osadzony na polskim rynku farmaceutycznym i rynku usług medycznych. Z EI powiązane są m.in. spółki i instytucje: Pharmag SA (dystrybutor leków, środków medycznych i higieny), Apteki Polskie SA, Medycyna Rodzinna SA, Ogólnopolski Związek Pracodawców Służby Zdrowia, Instytut Badań Informacji Szpitalnych, Stowarzyszenie Menedżerów Opieki Zdrowotnej, Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, Magellan Sp. z o.o. (spółka m.in. wykupująca wierzytelności służby zdrowia). Podstawowe założenia planu restrukturyzacji zespołu ekspertów Boniego, jaki przekazali wicepremierowi Hauserowi, to likwidacja i bankructwo dla jednych, oddłużenie i prywatyzacja dla innych – pisał wówczas „Puls Biznesu”. Już wtedy – cztery lata temu – Boni twierdził, że warunkiem niezbędnym dla zapobieżenia narastaniu długów będzie przekształcenie placówek ZOZ w spółki prawa handlowego, podlegające prawu upadłościowemu. Tak by szpitale mógł kupować, a nawet przejmować je za długi, prywatny biznes. 7 listopada 2003 r. podczas spotkania z mediami w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej Hausner oficjalnie poparł rozwiązania zaproponowane przez ekspertów. Na spotkaniu obecny był również doradca Hausnera, Michał Boni.

Plan Hausera planem Tuska

18 listopada 2003 r. rząd SLD przyjął projekt ustawy zgodny z założeniami analizy zespołu Boniego. W ciągu dwóch lat wszystkie publiczne placówki medyczne miały być przekształcone w spółki użyteczności publicznej – informował ówczesny minister zdrowia Leszek Sikorski. Projekt przewidywał powstanie sieci szpitali publicznych. Ustalenie sieci miało nastąpić w drodze decyzji administracyjnej, podjętej przez ministra zdrowia. Placówki, które by się w niej znalazły, miały otrzymywać z NFZ pieniądze za tzw. gotowość, czyli umiejętność szybkiego reagowania w sytuacji klęski żywiołowej czy wówczas, gdy inny szpital nie mógłby przyjąć pacjenta. Dla sprywatyzowanych placówek, które weszłyby do „sieci”, istniałaby możliwość otrzymywania z NFZ miliarda złotych rocznie za ową „gotowość”. Rządowy projekt prywatyzacji publicznej służby zdrowia i utworzenia „sieci” finansowanej z NFZ poparła Konfederacja Pracodawców Polskich, a także Stowarzyszenie Menedżerów Opieki Zdrowotnej, finansowane ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, w której władzach (w radzie dyrektorów) był Michał Boni. Fundacja zaś jest finansowana z zysków inwestycyjnych funduszu Enterprise Investors. Zachęcając do prywatyzacji szpitali, zespół Boniego podkreślał, że „w prywatnych jednostkach opieki zdrowotnej nie ma strajków i problemu ustawy 203 złotych” [chodziło o podwyżki dla pielęgniarek – przyp. LM]. Według tych ekspertów obrotem długami szpitalnymi, obligacjami i akcjami sprywatyzowanych w przyszłości szpitali powinny się zająć wyłącznie prywatne firmy, udział w analizie finansowej instytucji publicznej reprezentującej skarb państwa byłby więc niewskazany. Podobnie z kontrolą restrukturyzacji publicznych szpitali i przychodni – też miałyby jej dokonywać prywatne firmy sekurytyzujące (prywatne firmy zajmujące się nadzorem i kontrolą planów naprawczych placówek medycznych), którym skarb państwa udzielałby częściowej gwarancji. Natomiast placówki, które nie spełniłyby określonych przez prywatne firmy kryteriów kwalifikujących je do restrukturyzacji, byłyby likwidowane lub ich naprawą zająłby się organ założycielski, czyli samorząd. Co dobrego wypracowano za pieniądze podatników – przejmujemy, co jest złe – niech się martwi samorząd, czyli podatnicy. Taka to miała być reforma. Eksperci Boniego proponowali też nałożenie na pacjentów obowiązku wnoszenia każdorazowo opłat za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu (3 złote), specjalisty (5 złotych), wypisanie recepty (2 złote). Czyli społeczeństwo, które przecież już raz – w formie składki – zapłaciło na ochronę zdrowia, miałoby płacić dodatkowo za już opłaconą opiekę zdrowotną. Ustawa z 18 listopada miałaby o wiele większe skutki i zasięg niż ustawa przygotowywana przez Aleksandrę Jakubowską w związku z aferą Rywina. System opieki zdrowotnej to nie sprawa wąskiej grupy osób, lecz wszystkich mieszkańców Polski. To rynek wart 49 mld złotych rocznie, pieniędzy z kieszeni podatników (tyle na ochronę zdrowia przewidziano na 2008 r. w planie finansowym NFZ).

Nasze składki, ich szpitale

Walka o oddanie w ręce prywatne szpitali i przychodni trwa od około 10 lat. Ustawa zaproponowana przez Hausnera nie przeszła w parlamencie. W lutym 2005 r. zbliżoną jej wersję zaproponował ówczesny minister zdrowia Marek Balicki, ale została odrzucona przez parlament. Tydzień po jej odrzuceniu, 18 lutego 2005 r., niemal identyczną ustawę skierował do Sejmu prezydent Aleksander Kwaśniewski, podobno na prośbę swego byłego doradcy, premiera Marka Belki. Była to pierwsza inicjatywa ustawodawcza prezydenta od 2001 r. Za projektem tej ustawy, lansowanej już w latach 90. przez rząd AWS–UW (wówczas w resorcie zdrowia powstał projekt komercjalizacji i prywatyzacji szpitali, który jednak nie doczekał się skierowania do Sejmu), stali ci sami ludzie. Chodziło o przeforsowanie ustawy z zapisem dopuszczającym przekształcenie szpitali w spółki handlowe, które będą mogły ogłaszać upadłość. Wówczas prywatny inwestor mógłby przejąć mienie państwowe za grosze. Inicjatywa Balickiego i Belki, który był wówczas premierem rządu, spotkała się z krytyką. M.in. podczas dyskusji sejmowej 3 marca 2005 r. poseł Alfred Budner z Samoobrony powiedział: „Firma Enterprise Investors poprzez swoje spółki córki kupuje długi różnych podmiotów w Polsce. Szczególne miejsce zajmują długi szpitali i innych zakładów służby zdrowia. Prasa donosi o tym, że skupiono tych długów szpitali na sumę ok. 1 mld zł. W jakim celu skupowane są te długi? Pytam pana, panie premierze Belka, jako członka Rady Nadzorczej Enterprise Investors. Wprawdzie zaraz pan na pewno zaprzeczy, powie pan, że pan zawiesił w tej chwili członkostwo w tym gremium, jednak to nie zmienia postaci rzeczy. Mówił pan o ustawie o pomocy dla służby zdrowia. Proszę powiedzieć narodowi, co ta ustawa ma dać. Czy emeryci i renciści będą mieli przed okienkiem aptecznym więcej pieniędzy po wprowadzeniu tej ustawy? Czy znikną roczne i dłuższe kolejki u lekarzy? Chyba nie. Panie premierze, czy może chodzi o to, że ta ustawa ma szeroko otworzyć drzwi do prywatyzacji?”. W Enterprise Investors nie zajmowałem się problematyką zdrowia, lecz zasobów ludzkich. Z chwilą objęcia posady w rządzie premiera Donalda Tuska zrezygnowałem z działalności eksperckiej oraz gospodarczej – powiedział nam Michał Boni. – Sugestię, że zajmując się doradzaniem rządowi m.in. w sprawach dotyczących restrukturyzacji w sektorze ochrony zdrowia, mógłbym kierować się interesami firmy Enterprise Investors, uważam za absurdalną. Co innego, gdybym bezpośrednio odpowiadał za resort zdrowia. Ale nawet gdyby tak było, uważam, że takie zagrożenie nie istnieje. Razem z innymi ekspertami opiniujemy strategiczne plany gospodarczo-społeczne, w tym systemowe rozwiązania dotyczące sektora zdrowia. Natomiast same rozwiązania tworzone są w Ministerstwie Zdrowia. Nie widzę w tym nic złego, że jako ekspert pomagam w ich przygotowaniu. Poza tym Enterprise Investors nie przejmuje placówek służby zdrowia.

Reforma dla bogatych?

Kto zagwarantuje, że w sprywatyzowanych przez rząd PO placówkach płacący składki na NFZ będę mogli nadal korzystać z bezpłatnych świadczeń (finansowanych przez NFZ) w takim samym zakresie jak dotychczas, skoro nie można przewidzieć, czy NFZ podpisze z nowymi podmiotami takie same kontrakty? A być może nie podpisze w ogóle i okaże się, że szpital jest dostępny tylko odpłatnie. Wyprzedaż najlepszych placówek i bankructwo najsłabszych tylko pogłębiłyby przepaść w dostępie do pełnej i fachowej opieki medycznej grupy bogaczy i zwykłych śmiertelników. Czy taką reformę chce nam zafundować rząd Donalda Tuska?

Monday, March 17, 2008

Polski przemysł wydobywczy kpt. Zbigniew Sulatycki

Polski przemysł wydobywczy kpt. Zbigniew Sulatycki



Polski przemysł wydobywczy
kpt. Zbigniew Sulatycki (2008-03-17)
Aktualności dnia
słuchajzapisz

Sunday, July 1, 2007

Prawda ponad wszystko Polska 1989 Solidarnosc










Prawda ponad wszystko Polska 1989 Solidarnosc
Prawda ponad wszystko Polska 1987

Sensacyjny wywiad z Andrzejem Gwiazda


Andrzej Gwiazda - legenda pierwszej Solidarności. Inżynier, aktywny działacz opozycji już od 1976 roku, współpracujący z KOR-em. Od 1 maja 1978 roku członek Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych - Wybrzeża i współredaktor pisma "Robotnik Wybrzeża".

W sierpniu 1980 roku członek prezydium MKS w Stoczni Gdańskiej a NSZZ Solidarność - 17 września 80 r. - wiceprzewodniczący związku. 13 grudnia 1981 internowany w areszcie śledczym Białołęka. 22 grudnia 82 r. na terenie "internatu" aresztowany pod zarzutem "Próby obalenia ustroju siłą" (przewidywana kara w kodeksie karnym od 15 lat więzienia do kary śmierci włącznie), zwolniony 22 lipca 84 r. Aresztowany ponownie 16 grudnia 84 r. - ostatecznie zwolniony 15 maja 1985.

Prawy Polak, patriota, kontynuator najwspanialszych polskich tradycji narodowo-wyzwoleńczych.



Zbyszek Koreywo: Panie Andrzeju, wiem, że jest to bardzo trudne pytanie ale proszę pokusić się o odpowiedź : Jak to możliwe, że naród polski, tak ciężko doświadczony przez komunizm, wybiera na prezydenta byłego komunistę, człowieka, który był aktywistą tego nieludzkiego systemu.

Andrzej Gwiazda: Ma pan rację, jest to pytanie bardzo trudne. Odpowiadając na nie, nie chciałbym, aby ktokolwiek odniósł wrażenie, że jestem obrońcą spadkobierców tego właśnie systemu. Niemniej, żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba przede wszystkim znać realia polskie czyli prawdę ekonomiczną. Rozumiem, że musi być bardzo trudno Polonii Australijskiej orientować się w tych sprawach jako, że znają Polskę tylko z informacji stąd płynących. A zatem wróćmy na chwilę do czasów, kiedy to kształtowała się Polska scena polityczna.

Nie jest tajemnicą, że w dalszym ciągu wiodącą rolę w życiu politycznym Polski wiodą te ugrupowania, które swego czasu usiadły w Magdalence do tajnego spotkania, przygotowującego tzw. Porozumienie. Nie jest również tajemnicą, że skład tej ekipy, it po obydwu stronach, kształtował były minister spraw wewnętrznych PRL - generał Czesław Kiszczak lub ci, którym on podlegał. Tak więc te ekipy czy partie, które są postrzegane jako przeciwnicy komunistów, zostały utworzone we współpracy z nimi. Bez jasnej świadomości tego faktu, jakiekolwiek analizy polityczne będą oderwane od rzeczywistości a zachowanie społeczeństwa - absurdalne.

W 1989 roku wyborcy Polscy obdarzyli bezgranicznym zaufaniem wszystkich tych, którzy wcześniej byli im znani z pracy w podziemnej Solidarności. Natomiast już pierwsze skutki rządów tych ludzi okazały się fatalne czy też wręcz tragiczne. Kiedy kilka lat temu przeprowadzono badania socjologiczne w kraju okazało się, że tylko 14% ludności ocenia, iż tzw. transformacja z systemu komunistycznego do demokracji okazała się dla nich korzystna. To znaczy, że 86% ocenia, że jest tak jak za komuny albo nawet gorzej.

My wszyscy, tu na ziemi polskiej, byliśmy przekonani, że upadek komunizmu spowoduje gwałtowny rozwój gospodarki a co za tym idzie, wzrost stopy życiowej. Żeby to lepiej zobrazować, niech mi będzie wolno posłużyć się jednym przykładem. W 1980 roku Andrzej Słowik w Łodzi organizował tzw. marsze głodowe, bowiem spożycie mięsa na głowę było niewiarygodnie niskie. W 1998 okazało się, że spożycie mięsa w stosunku do roku 80 spadło o 20%. Tak więc jasne jest, że to Polska rzeczywistość ma wpływ na taki kolejny wynik wyborów, jako, że komuniści nie po raz pierwszy zwyciężyli. Mianowicie od roku 89 wygrali w wyborach parlamentarnych, dwukrotnie prezydenckich oraz raz w referendum konstytucyjnym.

Tak więc wybór Kwaśniewskiego to nie jest incydent tylko jakby trwała tendencja, spowodowana straszliwym zawodem czy też nieprawdopodobnym oszustwem, jakiego wobec narodu dopuściły się ekipy tzw. prawicy. Mówię tu o tragicznych skutkach zarządzania gospodarką jak również ich nieprawdopodobna wręcz arogancja. Mamy tu do czynienia z odwróceniem ról - tzw. prawica występowała jako ugrupowanie doktrynalne, która nas wzywało do daleko posuniętych wyrzeczeń w celu zbudowania kapitalizmu, czyli, że biedni muszą być jeszcze biedniejsi tylko po to, by nieliczna grupa mogła zbić niewiarygodne wręcz majątki, co się zresztą stało. Poza tym, jak już wcześniej wspomniałem, niesłychana arogancja tzw. prawicy, wręcz chwalenie się oszustwami i złodziejstwami.

Natomiast byli komuniści odżegnują się od jakichkolwiek doktryn i tylko skromnie mówią, iż ich zadaniem jest służba narodowi.

Tak więc w Polsce mamy do czynienia z typowym pomyleniem pojęć. U nas ekipy, które powstały po 1989 roku reklamowały się jako prawica, gromko krzycząc, że jedyna lewicą są tylko byli komuniści. Ludzie to zaakceptowali i po kilku rządach, określanych jako prawicowe, zorientowali się, że działają one przeciwko nim. W tej sytuacji jako alternatywa jawił się tylko Sojusz Lewicy Demokratycznej czyli przeformowana PZPR. No i tak właśnie komuniści zaczęli zdobywać sobie elektorat. Trzeba wyraźnie zdać sobie sprawę z tego, że rządy tzw. Solidarnościowe, bo taka była oficjalna nazwa, w pierwszym rzędzie sprowokowały masową wyprzedaż majątku państwowego oraz niesłychane wręcz bezrobocie. Poza tym spowodowano straszliwą nędzę wielu tysięcy ludzi, którzy musieli zdobywać resztki jedzenia grzebiąc się w śmietnikach oraz armię głodujących, byłych pracowników PGR-ów.

A oto jeszcze inny, typowy przykład nieudolności lub złej woli rządów tzw. Solidarnościowych: zlikwidowano 8- godzinny dzień pracy jako, że odpracowywaliśmy soboty. Ale te wolne, odpracowane soboty nie odliczały się z urlopu, co było, w świetle prawa ewidentnym oszustwem. Tak więc rządy Solidarnościowe, powstałe na bazie związków zawodowych oszukiwały ludzi pracy w kwestii urlopowej. Kiedy post-komuniści wygrali wybory, natychmiast to skorygowali. Można powiedzieć - drobiazg. No, ale to są te pozytywne drobiazgi, jakie można odnotować na korzyść byłych komunistów. Inna sprawa - rządy Solidarnościowe wprowadziły 500% podatek od podwyżek płac. To w zasadzie uniemożliwiło realne podwyżki przy trzy cyfrowej inflacji. W 1993 roku ten podatek został przez rząd post-komunistyczny zlikwidowany, co pozwoliło w firmie, w której pracowałem, podnieść zarobki średnio o 40% w ciągu pół roku. I znowu, można powiedzieć drobiazgi ale właśnie takie sprawy ludzie pamiętają najlepiej.

Można powiedzieć, że w chwili obecnej w Polsce panuje szeroko zakrojona opinia, że Solidarność zdradziła interesy społeczeństwa. I dlatego myślę, że wyniki ostatnich wyborów jasno wskazują, że były to jakby wybory negatywne. Ludzie szeroko odrzucili wszystkich tych, którzy ich oszukali, którzy wykorzystali ich zaufanie, ich gotowość do daleko posuniętych poświęceń dla dobra kraju.

Ja musze powiedzieć, że mimo to, iż rozumiem motywacje społeczeństwa też jestem przybity wynikiem tej ostatniej elekcji, jakkolwiek wiele osób, które mnie na ulicy zaczepia czy też znajomi uważają, że spośród pierwszej trójki kandydatów na krzesło prezydenckie, Kwaśniewski jest najmniejszym złem. Tak więc wybór okropny ale chyba i tak najlepszy ze wszystkich możliwych. Po prostu ludzie nie chcieli tych następnych dwóch (A. Olechowski oraz M. Krzaklewski - przyp. mój). Tak więc komuniści w Polsce wygrywają bowiem w ocenie społecznej, ich alternatywa jest jeszcze gorsza.

ZK: Panie Andrzeju, w którym momencie, pana zdaniem, dokonał się ten wielki akt manipulacji politycznej, kiedy uczciwi ludzie zostali usunięci z elit Solidarności a ich miejsca zajęli agenci Służby Bezpieczeństwa.

Andrzej Gwiazda: Myślę, że od samego początku, że zaczęło się to jeszcze przed strajkiem sierpniowym z 1980 roku. Jak teraz wiemy, porozumienia zostały zawarte tylko w tych regionach, gdzie na czele strajków stali agenci SB. Wyjątek stanowi tylko Rozpłochowski bowiem w Katowicach połapano się w czas i na dzień przed podpisaniem porozumień zmieniono przewodniczącego. Poprzedni też był z tej samej grupy, prowadzonej przez SB. Tak więc od początku była agentura która planowała tamte wydarzenia w celu realizowania interesów jakichś grup ludzi. I tu wystąpiła niesłychanie ważna rzecz, mianowicie taka, że społeczeństwo, które już było gotowe do sprzeciwu, weszło w tę prowokację i okazało się, że dzięki zasadom wewnętrznej demokracji a także poczuciu solidarności przejęło inicjatywę. W tej sytuacji, przez następnych 16 miesięcy ci wszyscy agenci, chcąc się utrzymać w strukturach Solidarności, musieli gromko krzyczeć to, co ludzie od nich oczekiwali. Niemniej już w tamtym czasie wyraźnie widać w którym momencie agentura próbowała skierować Solidarność na te tory, na które weszła dopiero w 1989 roku.

Jak wszyscy wiedzą, przełomowym momentem dla Polski był 13 grudnia 1981 roku, kiedy to Jaruzelski, wyjeżdżając na ulice czołgami, uniemożliwił ludziom kształtowanie własnych opinii oraz własnych decyzji. Natomiast w stanie wojennym wszystkie rozstrzygnięcia wewnątrz Solidarności były podejmowane przez gremia, które komuniści nie mogli lub nie chcieli aresztować. Trzeba tu jeszcze powiedzieć o innej sprawie, niesłychanie ważnej. Mianowicie takiej, że pomoc CIA dla Polski trafiała tylko i wyłącznie do wyselekcjonowanej grupy, która później zasiadła do "Okrągłego Stołu". I w tym kontekście, kiedy mówimy o niezrozumiałych wyborach społeczeństwa, trzeba pamiętać, że tradycyjnie naród polski wierzył, że wszystko co ze wschodu to było złe natomiast z zachodu a szczególnie z Ameryki to było dobre.

A teraz okazało się, że ta druga strona też nas zdradziła. Innymi metodami ale lansowali tę samą grupę ludzi, która zawarła tzw. Porozumienie z komunistami czyli dawała im wolną rękę w przejmowaniu majątku narodowego, gwarantowała bezkarność za popełnione zbrodnie, obejmowania wysokich stanowisk itd.

Jest faktem, że podczas wizyty szefa CIA w Watykanie, postawił on papieżowi warunek wzajemnej współpracy a mianowicie taki, by kościół w Polsce nie wspierał "ekstremalnych " ugrupowań (najbardziej patriotycznych - przyp. mój)

Jeszcze inny przykład: w encyklopedii holenderskiej jako uzasadnienie przyznania Nagrody Nobla dla L. Wałęsy podano miedzy innymi "poskromienie radykalnego skrzydła w Solidarności". A przecież to radykalne skrzydło Solidarności domagało się od Wałęsy tylko realizacji zadań Związku, to znaczy bronić interesów kulturowych, narodowych oraz ekonomicznych ludzi pracy.

ZK: Panie Andrzeju, czy to wszystko, co pan do tej pory powiedział, potwierdza tezę, iż ruch Solidarnościowy w roku 80 był pierwszym etapem sowieckiej "pierestrojki" i w związku z tym mógł być zaplanowany poza granicami Polski?

AG: Tak, ja jestem o tym przekonany. Trzeba tylko powiedzieć, że to, co się stało wtedy w Polsce jest doskonałym przykładem, jak niebezpieczne może być prowokowanie społeczeństwa. Co prawda, czasami to się udaje, jak na przykład w 1989. Natomiast w 1980 roku ludzie stworzyli tak silne struktury, że trzeba było aż czołgów, żeby je rozbić, przy okazji kompromitując cały proces prowokacji. Jestem przekonany, że "pierestrojka" miała odbyć się znacznie wcześniej ale to doświadczenie z Solidarnością znacznie ją opóźniło. I te wszystkie zmiany w Polsce mogły się odbyć dopiero wtedy, kiedy wystarczająco silnie wylansowano ludzi, którzy mogli społeczeństwo oszukać i poprowadzić "pierestrojkę" w tym kierunku, w jakim pierwotnie ją zaplanowano.

ZK: Czy mógłby pan podać kilka nazwisk ludzi przygotowywanych do wykolejenia ruchu Solidarnościowego.

AG: Oczywiście, proszę bardzo. Bielecki, Mazowiecki, Wałęsa był lansowany dużo wcześniej i wiadomo, jaką role pełnił w Solidarności.

ZK: Czy zaliczałby pan do tej grupy także działaczy byłego KOR-u (Komitetu Obrony Robotników powstałego w 1976 roku)?

AG: Ależ tak. I to wskazuje jak wcześnie te sprawy były planowane. Choć oczywiście nie wszyscy byli agentami, na przykład Halina Mikołajska na pewno nie była i za to mogę dać głowę. Natomiast wiemy, że był Michnik, Lityński choć dziś już nie pamiętam wszystkich nazwisk. Zresztą większość z nich została ujawniona za rządów J. Olszewskiego (lista Macierewicza - przyp. mój)

ZK: Panie Andrzeju, w czasie stanu wojennego wszystko było jasne i wyraźne, wiadomo było kto jest po naszej a kto po ich stronie barykady. Jasne były tez cele emigracji politycznej. Natomiast teraz jaka, pana zdaniem, powinna być rola Polonii na obczyźnie?

AG: Wie pan, jest to pytanie bardzo trudne. Ma pan rację, wtedy wydawało się, że wiadomo jak się zachowywać. Choć Bruksela (główne Biuro Informacyjne NSZZ Solidarność na zachodzie - przyp. mój) okazała się ekspozyturą tego, co szykowano nam tu na rok 1989 a Jerzy Milewski (szef Biura - przyp. mój) agentem Służby Bezpieczeństwa. No ale przecież winić emigracji za to nie można. Natomiast czego nam w Polsce brakuje?

Przede wszystkim rzetelnej informacji o procesach politycznych, kulturalnych czy ekonomicznych, zachodzących na całym świecie. I, jak sadzę, byłby to jeden z podstawowych sposobów działania który może podjąć emigracja. Ja wiem, że 90% środków masowego przekazu w Polsce znajduje się w obcych rękach i jest wykorzystywane w ich interesach a nie naszych. Nie mniej jest kilka gazet, które cierpią na brak rzetelnej informacji a które są po naszej stronie.

Z kolei dla nas, choć granice są otwarte i można niby podróżować po świecie, koszty wyjazdów są tak wysokie, że praktycznie nie pozwalają na ich realizację. Trzeba pamiętać, że średnie zarobki wynoszą u nas tylko $250 na miesiąc.

Natomiast chciałbym zwrócić uwagę Polonii na świecie na jeden, szalenie istotny element. Nie polegajcie na tym, co wam powie Polska prasa, Polska telewizja itd. są to bowiem instytucje obstawione przez obecny układ władzy. Tak więc informacje stamtąd będą zawsze niepełne i wyselekcjonowane w ten sposób, by sprzyjać tylko tej jednej opcji politycznej. Wiem z całą pewnością, że nie otrzymacie państwo rzetelnego przekazu na temat stanu polskiej gospodarki czy też kondycji państwa. W ogólnie dostępnych źródłach informacji prawdy nie otrzymacie jako, że są one powszechnie fałszowane. I trzeba o tym ciągle pamiętać.

Ja, żeby nie być gołosłownym, powiem o bezrobociu. W Polsce, w chwili obecnej, kiedy oficjalnie wymienia się ilość ludzi bezrobotnych to podaję się liczbę tylko tych tak zwanych zarejestrowanych. No, ale można być rejestrowanym-bezrobotnym tylko przez pół roku. Potem, po 6 miesiącach, jeżeli ktoś w dalszym ciągu nie znalazł pracy to przestaje być liczony jako bezrobotny. Osoba taka traci zasiłek, pozostając praktycznie bez środków do życia i, jak mówię, przestaje się liczyć w statystykach jako bezrobotna. W 1998 roku oficjalnie podawano, że w Polsce jest 1 milion 800 tysięcy ludzi bez pracy a faktycznie było 4 miliony 500 tysięcy. I taka jest właśnie u nas skala przekłamań.

Inna sprawa - rząd chwali się niezwykle dynamicznym rozwojem ekonomicznym, równym 4% rocznie. I jest to prawda. Natomiast czego rząd nie mówi to to, że przy takim stopniu dynamiki produkcja i produkt globalny osiągnęły w 1998 roku połowę tego, co mieliśmy w roku 1980. I to jest też jeden z powodów, dlaczego mamy taki a nie inny wynik wyborów prezydenckich.

ZK: Panie Andrzeju, pięknie panu dziękujemy w imieniu Polonii australijskiej za rozmowę z nami. Był to dla nas zaszczyt, gościć pana na antenie radia "Głos Polonii" w Perth a także na łamach "Tygodnika Polskiego".

AG: Ja chciałbym dodać tylko jeszcze jedną rzecz. W 1981 ugrupowania Polonii przekazały na moje ręce dla Solidarności 3 tysiące dolarów. I o dziwo, choć w stanie wojennym zabrano mi moje prywatne 120 dolarów, to bezpieka do tych 3 tysięcy jakoś nigdy nie dotarła. No i w 1993 raptem dostaję wiadomość z banku, że mam zadecydować, co zrobić z tymi pieniędzmi. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, jako, że myślałem iż te pieniądze dawno przepadły. No a teraz, za pana pośrednictwem, chciałbym poinformować Polonię, co z nimi zrobiłem. Przede wszystkim, przy pomocy tzw. oscylatora, a więc w drodze kilkakrotnej, korzystnej wymiany, powiększyłem "majątek" o około 20%. Następnie, jak sądzę zgodnie z wolą ofiarodawców, użyliśmy te pieniądze na obronę ideałów z 1980 roku. Wydaliśmy w związku z tym kilka numerów pisma "Poza Układem" oraz częściowo sfinansowaliśmy próby złamania monopolu "magdalenkowych partii w wyborach parlamentarnych, tworząc Niezależny Komitet Wyborców. No, niestety ludzie wybrali wtedy SLD. Natomiast wracając do tych 3 tysięcy dolarów, to ja jakoś do tej pory nie miałem okazji się z nich rozliczyć, bowiem do dziś nie wiem skąd one przyszły. Wiem tylko, że od emigracji Polonijnej. Tak więc mam nadzieję, że wykorzystaliśmy te pieniądze prawidłowo, broniąc nurtu pierwszej Solidarności, linii politycznej, wytyczonej w 80 roku. Właśnie w tym celu wykorzystaliśmy te pieniądze, tak, jak potrafiłem najlepiej.

ZK: Panie Andrzeju, jeszcze raz proszę przyjąć od nas wyrazy najwyższego uznania. Jest pan już teraz legendą Solidarności a kiedyś, w prawdziwie wolnej Polsce, dzieci będą w szkołach uczyć się pana nazwiska.

AG: Proszę pana, myli się pan bardzo. Właśnie niedawno znajomi mi mówili, że w Stoczni, w sali BHP (historyczna miejsce podpisania porozumień sierpniowych - przyp. mój) otwarto właśnie wystawę ze strajku 80 roku. I, jak mówią, niby rzecz niemożliwa - na żadnym zdjęciu na tej wystawie nie ma Andrzeja Gwiazdy.

ZK: No to wiadomo, kto tę wystawę organizował. Poza tym oni rzeczywiście muszą tak bardzo się pana bać, że nawet zabraniają pokazywać pana na fotografiach.

AG: Wie pan, jest ponoć takie indiańskie przysłowie: "wielkość plemienia mierzy się potęgą jego wrogów".

ZK: Jeszcze raz serdeczne panu dziękujemy za rozmowę. Bardzo proszę przekazać najlepsze życzenia od nas dla pań Anny Walentynowicz, Alicji Pieńkowskiej oraz żony, panów Kornela Morawieckiego, Bogdana Lisa oraz Kazimierza Świtonia jak również wszystkim polskim patriotom.

Zbyszek Koreywo
Andrzej Gwiazda (ur. 14 kwietnia 1935 w Pińczowie) – działacz polityczny i związkowy, magister inżynier elektronik. W dniu 3 maja 2006 r. odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego, członek Kapituły Orderu. Członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Jego ojciec był marynarzem (mechanikiem) w Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej i wojnę przeżył w oflagu. Natomiast 5-letni Andrzej wraz z matką i babką został w 1940 roku wywieziony do kołchozu w północnym Kazachstanie. Rodzina wróciła do Polski po 6 latach; krótko przebywali na Górnym Śląsku, ostatecznie trafili do Gdańska.

Tam w 1953 rozpoczął studia na Politechnice Gdańskiej skąd w 1955 roku został relegowany i powołany do wojska. W 1956 został zwolniony ze służby wojskowej i z powrotem przyjęty na uczelnię (rektor uznał, że relegowanie miało podłoże polityczne). W 1961 roku ożenił się z Joanną Dudą. Studia skończył dopiero w 1966 i pozostał na uczelni, gdzie pracował jako asystent.

Brał udział w wydarzeniach marcowych (1968), jak również w grudniowych (1970). W 1973 został zwolniony z politechniki i podjął pracę w Zakładach Okrętowych Urządzeń Elektrycznych i Automatyki ELMOR.

Prawdziwe początki działalności opozycyjnej to rok 1976, kiedy wspólnie z żoną napisali list do sejmu w obronie KOR-u, za co otrzymali całkowity zakaz opuszczania granic PRL oraz zaczęli być inwigilowani przez służbę bezpieczeństwa: małżeństwo Gwiazdów było śledzone, założono w ich domu podsłuch, także podsłuch telefoniczny. Andrzej Gwiazda był nękany przez SB i wielokrotnie zatrzymywany na 48 godzin; jako figurant otrzymał kryptonim "Brodacz", którym SB posługiwała się nieprzerwanie do końca PRL.

Pod koniec kwietnia 1978 roku zakładał Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, był współredaktorem biuletynu "Robotnik Wybrzeża" wydawanego przez WZZ. Również drukował i rozpowszechniał ulotki oraz inne nieoficjalne wydawnictwa.

Po wybuchu strajku, w sierpniu 1980, został członkiem prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Współtworzył NSZZ Solidarność – 17 września, w dniu powołania związku, został wybrany na stanowisko wiceprzewodniczącego (przewodniczącym został Lech Wałęsa, a drugim wiceprzewodniczącym, odpowiedzialnym za kontakty z zagranicą Ryszard Kalinowski). Uczestniczył w negocjacjach ze stroną rządową w sprawie trzech najważniejszych postulatów: zniesienie cenzury, zalegalizowanie związków zawodowych niezależnych od partii oraz uwolnieniu więźniów politycznych. Nie podpisał jednak porozumień sierpniowych.

Był wiceprzewodniczącym Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego, następnie Krajowej Komisji Porozumiewawczej i Komisji Krajowej.

W dniu ogłoszenia stanu wojennego, 13 grudnia 1981 został aresztowany i osadzony w Strzebielinku koło Wejherowa. Przed nowym rokiem wraz z kilkunastoma innymi więźniami został przeniesiony do aresztu śledczego w Białołęce. We wrześniu 1982, po wizycie przedstawicieli Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przeniesiony do ośrodka dla internowanych, gdzie panowały lżejsze warunki niż w areszcie śledczym. 22 grudnia 1982 został oficjalnie aresztowany (wraz z 10 innymi internowanymi) i oskarżony o próbę obalenia ustroju siłą, za co groziło od 15 lat więzienia do kary śmierci (później zarzut został złagodzony). Zwolniony 22 lipca 1984 na mocy amnestii.

W 1984 r. 16 grudnia został ponownie aresztowany, gdy wdał się w szarpaninę z funkcjonariuszami ZOMO bijącymi innego działacza Solidarności. Skazany na 5 miesięcy więzienia; najpierw osadzony w Gdańsku, później w Zabrzu. Na wolność wyszedł 15 maja 1985.

W latach 1986-1989 Andrzej Gwiazda był jednym z członków Grupy Roboczej Komisji Krajowej "Solidarności", która sprzeciwiała się dialogowi z władzą komunistyczną prowadzonemu pod przewodnictwem Lecha Wałęsy. Z tego powodu w 1988 nie wszedł do Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" i nie wziął udziału w rozmowach w Magdalence ani obradach Okrągłego Stołu. Uważa Lecha Wałęsę za zdrajcę "ideałów sierpniowych" i do dziś podziela pogląd Krzysztofa Wyszkowskiego, że były prezydent był agentem SB.

Współtworzył wydawane przez jego żonę w latach 1989-1997 pismo "Poza Układem". Bez powodzenia startuje z ugrupowaniem Poza Układem w wyborach parlamentarnych w 1991 roku.

Aż do 1991 roku bezrobotny – dopiero na mocy ustawy, która nakazywała przywrócenie do pracy wszystkich zwolnionych z przyczyn politycznych wrócił do gdańskiego Elmoru. Od 1998 roku na emeryturze.

W drugiej połowie lat 90. wycofał się z czynnej działalności politycznej, jednak wraz z wygraną Prawa i Sprawiedliwości zaczyna brać coraz większy w niej udział.

Od 2000 roku jest honorowym obywatelem Gdańska.

Wraz z pozostałymi działaczami "Pierwszej Solidarności", zbojkotował w 2005 roku oficjalne obchody 25. rocznicy powstania "Solidarności", organizując własne, bardzo skromne uroczystości. W tym samym roku odmówił przyjęcia amerykańskiej nagrody Truman-Reagan (tzw. Medalu Wolności) przyznawanej przez Fundację Ofiar Komunizmu (The Victims of Communism Memorial Foundation).

10 maja 2007 r. został wybrany przez Senat RP członkiem kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Podczas przesłuchania przed głosowaniem Senatu Andrzej Gwiazda stwierdził, że strajk sierpniowy w roku 1980 był prowokowany przez SB, a "pewne rzeczy wskazują", iż prowokatorem był m.in. obecny marszałek senatu Bogdan Borusewicz, jeden z inicjatorów buntu w Stoczni Gdańskiej.